Bicie serca. 

Bo w całej tej miłości nie chodzi o to, jak bardzo chcesz mieć ją na wyłączność. Jak bardzo chcesz się nią chwalić i jak wielu osobom o niej opowiadać. Nie chodzi o to, by ludzie ci zazdrościli i uważali was za wspaniałą parę. Nie chodzi o cudowne zdjęcia na instagramie i tysiące serduszek pod nimi. W miłości nie chodzi o publikę. Bo widzisz, najważniejsze jest uczucie, które was łączy. Najważniejsze jest bicie jej serca, kiedy pojawiasz się obok. Najważniejsze jest drganie jej ust, kiedy zbliżasz się, by skraść jej buziaka. Najważniejszy jest jej dotyk, kiedy jesteście sami; jej błyszczące oczy i  szeroki uśmiech. Najważniejsze jest to, jak bardzo jest do Ciebie przywiązana. Jak mocno Cię pragnie i jak mocno tęskni, kiedy nie ma Cię przy niej. W miłości najważniejsza jest miłość, nie zapominaj o tym. 

A ja zastanawiam się co jeszcze mogłabym Ci powiedzieć. Co jeszcze mogłabym zrobić, żebyś na zawsze została przy mnie. Żebyś czuła to samo, co czuję ja. Dotykam Twojego ciepłego ciała opuszkami palców i czuję. Czuję bicie Twojego serca. Czuję, że przyspiesza, kiedy zaczynam mówić jak bardzo Cię kocham. Wiedz, że to coś nadzwyczajnego. Rzadko zdobywam się na odwagę, żeby powiedzieć to prosto w oczy. Nic więcej mówić nie trzeba. Niech to trwa.

Nazywam Cię szczęściem.

Od mojego ostatniego wpisu minęło dobrych kilka miesięcy. Nie mogę powiedzieć, że nie brakowało mi pisania, bo będzie to kłamstwo. Często wracałam do tych wpisów, często przypominałam sobie jakie uczucia towarzyszyły mi podczas pisania, jaką sytuacją były one spowodowane, co dokładnie się za nimi kryło. I będąc z Wami szczera- chyba zaczęłam trochę za tym tęsknić. Zapomniałam, czym jest systematyka. Zapomniałam o znajomych, którym każdego miesiąca wysyłałam link ze świeżutkim wpisem. Zapomniałam o tej małej dumie, rozpierającej mnie w środku i poczuciu ważności. Zapomniałam, że za tymi cyferkami, oznaczającymi ilość ogólnych wyświetleń kryją się osoby. Mam jednak świadomość, że zdecydowana większość z nich znalazła się tutaj przypadkiem. To nic, z tego też należy się cieszyć. Ten wpis nie będzie jednak o statystykach. Wiem, że życie internetowe toczy się według własnych zasad. Nie zamierzam w nie ingerować.
Bardzo często zadaję sobie ostatnio pytanie „czym jest szczęście?”. Czy szczęście to ilość pieniędzy na koncie? Czy szczęście to brak ograniczeń we wspinaniu się po szczeblach kariery? Czy szczęście to ogromna wiedza, nad którą pracowaliśmy kilkadziesiąt lat? A może szczęściem nazwiemy osobę u swojego boku?
Cóż, odpowiedź jest bardzo prosta- każdy z nas ma inną definicję szczęścia. Zależy to tylko i wyłącznie od indywidualnego spojrzenia na świat, systemu wartości, jaki obraliśmy i celów, do których konsekwentnie staramy się dążyć. Osoba szczęśliwa jest osobą spełnioną.
A ja? Ja mam kilka definicji szczęścia.

To lubię.



Lubię na Ciebie patrzeć, doskonale o tym wiesz. Lubię, kiedy pospiesznie przeczesujesz lekko rozczochrane włosy, myśląc, że nikt Cię nie obserwuje. Lubię, kiedy są ułożone i kiedy wiatr kołysze nimi na wszystkie strony. Lubię Twój szczery uśmiech. Ten wywołany przeze mnie lubię podwójnie. Lubię czuć Twój wzrok na sobie. Lubię skradać Ci potajemne buziaki i równie potajemnie łapać za rękę w towarzystwie innych. Lubię Twój zapach, Twój zmieniający się kolor oczu. Lubię Twoją opaleniznę i przesuszoną skórę na łydkach. Lubię Twoją zmarszczkę tuż nad nosem. Jesteś taka słodka, kiedy się denerwujesz. Lubię, kiedy tańczysz po pijaku. Lubię, kiedy się rządzisz i kiedy jesteś uległa. Lubię Twoje ciało. Jest idealne. Wiem, że nie tylko ja jestem tego zdania. Lubię się z Tobą droczyć, chociaż w tej konkurencji nie dorastam Ci do pięt. Lubię z Tobą rozmawiać, planować przyszłość. Lubię wszystko, co związane z Tobą. I wiesz co?

To wszystko to dopiero początek. Początek czegoś wielkiego.

Filtr.

Biała jak pierwszy śnieg ostatniej zimy. Nieskazitelna. Jedna spośród miliona. Istny unikat. Bywają miejsca, gdzie pojawia się często, choć jest ich niewiele. Nie chodzi do barów, na zakupy, imprez też unika. Jest szczera, nie wyjawia sekretów swych przyjaciół, można jej ufać, poświęcać dla niej czas. Nie zdradza, nie oszukuje, ma na względzie dobro innych, służy im. Praca nad nią w szczególnych przypadkach przynosi wiele korzyści. Są osoby, dla których jest ważna, choć są to nieliczni. Zwykle garstka osób, potrafiących docenić. Wiesz o kim mowa? To kartka. Kartka w najnowszym Wordzie , która sekunda po sekundzie, krok po kroku zapełnia się czarną, najbardziej uniwersalną czcionką Calibri, rozmiar 11.

Fajna była, taka pusta i bez wyrazów. Czysta. Teraz w sumie też nie jest głupia. Ma coś w sobie, przekazuje pewne wartości, treści. Kompletnie nieświadomie staje się częścią czegoś wielkiego. Może powinnam jej o tym powiedzieć? Pewnie przygotowałaby się odpowiednio. Dodała kilka filtrów, wyjustowała akapity. A i nagłówek by pewnie fajny zrobiła. Tylko po co?

Bo widzisz… Czasem bywa tak, że zbytnie „upiększanie” pozbawia Cię Twojej nieskazitelności. Zachowując się na pokaz tracisz swój charakter. Po co Ci to? Nie lepiej być szczerą i tylko dla siebie?

No właśnie.



Po prostu jestem.

I chciałabym móc powiedzieć, że u mnie wszystko gra, że tworzę z Nią doskonały instrument, z którego wydobywają się kojące ucho dźwięki. Chciałabym opowiadać, że uczucie, które towarzyszy mi każdego ranka widząc uśmiech na jej budzącej się twarzy, jest najpiękniejszym na świecie i słyszeć, że mimo, iż omlet nie zawsze jest puszysty a kawa czasem za mało słodka, to moje śniadania smakują jej najlepiej.
Tymczasem jest całkowicie na odwrót. Wszystko jest szare, pozbawione charakteru. Moje doświadczone już kilkoma wybuchami serce popełniło samobójstwo, a najpiękniejszym uczuciem jest tylko (a może aż?) wspomnienie o Niej. Śniadania natomiast jem sama.

Nie ma tragedii- powtarzam sobie w myślach każdego ranka- co chwilę poznajesz przecież mnóstwo nowych osób, może trafisz na taką, która pozwoli ci zapomnieć o tym co do Niej czujesz?- Nie, durny mózgu, zapomnieć się nie da. Nie mam Alzheimera. Co najwyżej mogę myśleć o Niej z mniejszą częstotliwością, sam przecież powinieneś o tym wiedzieć…

I tak sobie egzystuję, kłócąc się sama ze sobą. Egzystuję- tak, to dobre słowo. Czekam na coś, nawet sama nie wiem na co. Może na jakieś przełomowe zdarzenie, które diametralnie zmieni to jak się czuję? Osobę?…



 

Co mam powiedzieć?

25 listopad, środa, moje urodziny. Dokładnie 17 lat temu, tego samego dnia na świat przyszło cholernie zapłakane i niczego nieświadome małe, niewinne stworzenie. Różniło się od innych. Od najmłodszych lat cechowała je nadzwyczajna wręcz towarzyskość  i wyższy od innych dzieciaków iloraz inteligencji. Pchała się tam, gdzie jej nie chcieli i sprawiała, że nie chcieli, by wychodziła. Zawsze była w centrum uwagi. Nauczyciele uwielbiali jak z niebywałą, jak na ten wiek, umiejętnością płynnego czytania, pochłaniała kolejne wyrazy szkolnych czytanek. Nigdy nie popełniała błędów. Każdemu słowu poświęcała określoną ilość czasu. Jakby oddawała im w ten sposób swojego rodzaju hołd za to, że znajdując się w tak dobranej kolejności tworzą szyk nazywany zdaniem. Jej prace plastyczne zawsze były jednymi z najładniejszych w klasie, a w zawodach sportowych wyprzedzała nawet chłopców. W każdym ze szkolnych przedstawień grała główne role. Była tak przekonywująca i oddawała im się na tyle, że rodzicom przebywającym na widowni leciały smocze łzy w chwili, gdy jako Kopciuszek uświadomiła sobie o zgubionym bucie na balu. Jednym słowem- złote dziecko. Tak, tym złotym dzieckiem jestem ja. Byłam ja.  Od zawsze miałam powodzenie u innych. Kochano mnie za moje usposobienie, podejście do świata i ludzi. Nie było dla mnie rzeczy niemożliwych. Chojrak? Trochę tak. Zawsze na czele gromady.  Mijały lata a chęć przewodzenia grupą rosła u mnie w zastraszającym tempie i chyba przestałam zauważać potrzeby innych. Po trupach do celu. 14-latka… Przełomowym momentem w tym całym wyścigu o pałeczkę dowództwa nad światem była moja pierwsza prawdziwa przyjaciółka, z którą z czasem zaczęły łączyć mnie stosunki bliższe, niż kiedykolwiek mogłam sobie wyobrazić . Związek z nią pomógł mi się wyciszyć. Przestałam myśleć  o  nieistotnych rzeczach. Skupiłam się na nauce, zdobywaniu wiedzy, kształtowaniu siebie, swojego charakteru i stosunku do innych. W końcu kiedyś trzeba stać się tym dobrym, co?

Wstaje rano z myślą…nie, zaraz, z jaką myślą? – Żadną myślą. Tego dnia wstałam bez żadnej myśli.  Ale zaspana, mimo, że to środa, nie poniedziałek. Dzisiejszy strój dokładnie zaplanowałam wczoraj. Błękitna koszula zapinana na guziki, wpuszczona w czarne spodnie, stanowiąca idealne połączenie z beżową marynarką.  Szybki makijaż, kilka gryzów kanapki z Nutellą, łyk kawy i gotowe. „Zabiegana co najmniej, jakby pracowała w korpo, tam to dopiero nie ma czasu na życie”- pomyślałam wychodząc z domu.  Szybkim krokiem pospieszyłam na przystanek. Pogoda poprawiła mi humor. Słońce chyba wiedziało, że go potrzebuję. Dało mi siebie więcej niż zwykło dawać w listopadowe poranki. Podziękowałam szczerym uśmiechem.
Nie lubię obchodzić urodzin, jakoś szczególnie świętować i cieszyć się z rocznicy mojego przyjścia na świat. Są dla mnie jak każdy nie poniedziałkowy dzień. Jedyną różnicą jest fakt, że wszyscy w domu są nadzwyczajnie mili, w szkole składają mi życzenia, po drodze dostaję kilka smsów a po powrocie do domu zajadam się słodkim ciastem, które oficjalnie zwie się tortem. Po całym rytuale dostaję jeszcze urodzinowe prezenty od najbliższych, do których na dobrą sprawę nie przywiązuje wielkiej wagi. Tak, to miłe, postarali się, musieli przecież jechać do miasta i wybrać coś, co może mi się spodobać. Dziękuję, uśmiecham się, nic więcej.
Jadąc do szkoły  z THE NEIGHBOURHOOD w uszach dostałam kilka wiadomości z życzeniami. Wszystkie od razu przeczytałam, skrupulatnie przeanalizowałam każde słowo, mają dla mnie ogromne znaczenie, zarówno te napisane jak i wypowiedziane. Nie rzucam ich na wiatr i tego samego oczekuję od moich znajomych. Podziękowałam. Tyle dziękowania jednego dnia. Powinnam wprowadzić chyba jakiś limit na to słowo, bo zaczyna tracić dla mnie znaczenie. Dziękuje szczerze czy dziękuje, bo tak wypada? No właśnie… Zamykam oczy, chcę pomyśleć.

Siada obok mnie. Wygląda olśniewająco, jak zawsze zresztą. Nie musi rozpinać płaszcza, wiem, co ma na sobie- sukienkę, w której zobaczyłam ją po raz pierwszy. Jej mocny odcień szminki od razu przywiązuje moją uwagę. Wie, jak to na mnie działa. Uśmiecha się porozumiewawczo. Dostrzegła mój wzrok na swoich ustach. Gdybym stała zapewne zmiękłyby mi kolana. Tym razem zdałam się osuwać powolnie z siedzenia. Złapała mnie za rękę. Pachniała  cudownie. Channel Chance Eau Tendre z nutką grejpfruta. Używa ich na szczególne okazje. Czyżby moje urodziny były tą szczególną okazją? Zaplanowała coś na ten dzień? Oby była to prawda.  Autobus jechał bardzo wolno, nie było korków, kierowca pewnie chciał, abym dłużej rozkoszowała się tym momentem. Przez tych kilka minut wyglądałam zapewne bardzo komicznie. Duże oczy wpatrzone w miłość swojego życia, jakby z niedowierzaniem, że siedzi właśnie przy mnie. Chce mi coś powiedzieć, widzę to po rysach jej twarzy, przybliża się…
-przepraszam, można? – zapytał mężczyzna w średnim wieku.

-tak, oczywiście- odpowiedziałam automatycznie, kompletnie zdezorientowana.
Cholera, znowu…Nie musiał siadać właśnie koło mnie, tam z tyłu jest jeszcze przecież kilka wolnych miejsc. Kocham momenty, kiedy widzę ją przed sobą. To uczucie podobne do latania. Wyrywanie się z nich to podcinanie skrzydeł, boli niczym upadek z dużej wysokości. Tak dobrze rozpoczęty dzień diametralnie zmienił swój charakter. Chciała mi coś powiedzieć. Już nigdy się nie dowiem..

Co mam odpowiedzieć mamie, która bez mała każdego dnia pyta się czy mam kogoś na oku? – tak, od dawna, zakochana jestem w swojej najlepszej przyjaciółce?  Widzę ją zawsze, gdy choć na chwilę zamykam oczy? Jest dla mnie wszystkim? Kocham JĄ? Nie, bez sensu byłoby mówić jej coś, co by ją zabiło. Nie jest na to gotowa. Kiedyś na pewno to zrobię. Jeszcze nie teraz.



Jestem ponad tym.

Poniedziałek rano. Boże, jak ja ich nienawidzę. Pobudka punktualnie o 6. Jak zwykle niewyspana, zwlekam się z łóżka. To bez wątpienia konsekwencja braku umiaru w wieczornym surfowaniu w Internecie. –Też znasz to uczucie, kiedy nie wiesz, co ze sobą zrobić i włączasz komputer na parę minut, a tych parę minut zamienia się w parę godzin? – No właśnie, ja mam tak cholernie często. 

Szybka poranna toaleta, nakładam delikatną warstwę fluidu na twarz, pragnę jedynie zakryć niedoskonałości, nie zmienić rysy swej twarzy, jak to większość dziewcząt teraz robi. Rozczesuję włosy. Kiedyś było ich aż do pasa, teraz sięgają zaledwie piersi. Kobiety potrzebują zmian. Fryzura jest tego najlepszym przykładem. Zmierzam ku szafie, jednak bez pomysłu co dziś na siebie włożyć. Zwykle robię to dzień wcześniej, ale nie w poniedziałek. W poniedziałek staję przed garderobą, zła na cały świat, bo przecież dziś jest poniedziałek. Wybieram błękitną koszulę w kratkę i obcisłe spodnie. Dobieram białe trampki. Będzie mi wygodnie. Jem szybkie śniadanie. W ostatniej chwili przeglądam się jeszcze w lustrze. Tak, wyglądam dobrze, zresztą jak w każdy dzień tygodnia. Pospiesznie wychodzę z domu, do autobusu zostało niecałe pięć minut. 

Docieram na przystanek punktualnie. Nienawidzę się spóźniać. Przepuszczam starsze osoby, pseudo- dorośli faceci zdążyli zająć już dla siebie miejsca. Boże, serio? Żadnego dżentlemena? No nic, dzisiaj sobie postoję. Nic wielkiego. Spoglądam na każdego po kolei z wielką pogardą, przynajmniej tak wyrażę zażenowanie wobec płci brzydkiej. Album Kodaline potowarzyszy mi w drodze do szkoły.

 Wchodzę do klasy. Wita mnie stały widok – każdy zajęty przejmującą rozmową. Chłopcy rozmawiają o ostatnio obejrzanych filmach ze Schwarzeneggerem w roli głównej, dziewczyny o najbardziej krwistym  odcieniu szminki; facetach, którzy z dnia na dzień są coraz bardziej przystojni i ich proporcjonalnej do tego głupocie. Nie przysłuchuję się, zdejmuję słuchawki tylko po to, żeby się przywitać. Zwykle dusza towarzystwa, dziś klasowy wyrzutek. Siadam w przedostatniej ławce, pragnę jak najszybciej przeżyć ten dzień kompletnie niezauważona. 

Każda przerwa wygląda tak samo. Dziewczyny opowiadają sobie nawzajem ich zawody miłosne. Boże, w kółko to samo… Ileż można? Gdyby oni chociaż byli tego wszystkiego warci. Ja jestem ponad tym. Jeśli miałabym przejmować się tak błahymi sprawami, to nie starczyłoby mi życia na chwile szczęścia. 

Czasem warto odpuścić, wyłączyć się ze świata, odpocząć, naładować baterie. Zdystansowane podejście do otaczającej rzeczywistości bez wątpienia załatwia sprawę. Poniedziałek jest idealnym dniem na takie zabiegi. 



 

„Nie ma miłości, jest tylko chemia” ?

(…) zwykły seks i strach, by ktoś inny jej nie miał.

Wyjechała, zostawiła mnie, nas, nasze plany. Durna! myślałam, że tym razem będzie inaczej. Myślałam, że jest TĄ jedyną, TĄ właściwą, TĄ już na zawsze. No tak – złudne nadzieje nastolatek. Zachłysnęłam się nią jak wodą, którą doskonale znam i piję po raz kolejny, ale tym razem sprawia wrażenie jakby lepszej, jakby czymś wzbogaconej, jakby cholernie uzależniającej. I tak piłam Ciebie, dużymi łykami, nie zważając na konsekwencje, nie chciałam zostawić nic na później. Spieszyłam się. Tylko gdzie? Nie wiem. Byłaś tak dobra, tak cholernie chciałam mieć Cię tylko dla siebie i tylko przy sobie, że nie zauważyłam, że cały ten proces musi być przecież powolny, że musi być w nim miejsce na uczucia. Może było? Może otworzyłaś się przede mną a ja tego nie zauważyłam? Może dałaś mi więcej niż dawałaś innym? Nie wiem. Nie chcę wiedzieć. To już przeszłość. Zostawmy ją. Jesteś w niej i zawsze będziesz. Wybacz.  Pozostaje mi życzyć Ci wszystkiego najlepszego.

————————-

Czwartkowe popołudnie. Jadę z nim któryś już raz w tym samym autobusie. Podejrzewałam, że znów go tu spotkam. Od jakiegoś czasu, chyba specjalnie wsiada do linii, którą zwykłam wracać do domu. No nic, udam, że go nie widzę -  wspaniałomyślna ja. Nerwowym wzrokiem szukam wolnego miejsca. Chyba to nie jest mój szczęśliwy dzień. Moherowe berety zdążyły usadzić już swoje torby, a wyalienowane dzieciaki trzymają miejsca obok siebie dla swoich fikcyjnych znajomych. No tak-  zostało jedno- to koło niego. Zrządzenie losu? A może on to wszystko przewidział i zajął je dla mnie?  Trudno, jakoś to zniosę. Zdejmuję torbę, siadam, rzucam obojętne „cześć” i jak najszybciej wkładam słuchawki. Ulubiona Adele zapewne poprawi humor. Wyłączyłam się, lubię to robić. Droga do domu wydaje mi się być bardziej męcząca nić cały dzień w szkole. Nagle cudowne „Crazy for you” przerywa dźwięk otrzymanej wiadomości. Nie, to nie może być prawda, nie jest aż takim dzieciakiem… „P. – słodka :*” – eh, jednak jest. Poirytowana wyłączam ulubiony kawałek. Jak zwykle- to ja zaczynam rozmowę. Tym razem robię to z inteligentnym poczuciem wyższości, przecież nie będziemy SMS-ować, siedząc 10 cm od siebie. Zwykłe pytania „co w szkole”, „jak u mamy, jak u młodego?” przeradzają się w wyznania jak bardzo jest mu beze mnie źle. Człowieku! Sam mnie ostatnio olałeś, nie pamiętasz? Poziom mojego zirytowania osiąga apogeum, kiedy prosi o kolejną szansę. To za wiele na dziś, chcę odpocząć. „Przepraszam, ale porozmawiamy o tym innym razem, okej? Nie chcę teraz o tym myśleć, za dużo mam ostatnio na głowie”. Chyba zrozumiał, ale spojrzał na mnie z wymownym wzrokiem „tak łatwo nie odpuszczę”. Nie zareagowałam. Adele czekała w połowie piosenki.

—————–

Niejednokrotnie potykałam się o moje poczucie pseudo miłości. Byłam zakochana raz albo dwa, byłam też w paru związkach ale czy rzeczywiście kochałam? Patrząc na to wszystko z perspektywy czasu wydaje mi się, że nie. Co według mnie oznacza „kochać”? „Kochać” znaczy wszystko i nic. Kochać znaczy darzyć drugą osobę najpiękniejszym uczuciem, jakie się w sobie trzyma i nie ujawnia zbyt często. Kochać to umieć się rozstać i pozwolić komuś odejść, ze względu na dobro drugiej osoby, bo miłość to brak egoizmu., pragnienie ciągłego uszczęśliwiania.
Podobno taka prawdziwa zdarza się raz w życiu. Ja na swoją czekam i bez wątpienia kiedyś ją spotkam. Każdy taką spotka.

Dym w płucach.

Wrzesień to jeden z tych miesięcy, za którymi większość osób nie przepada.  I jeśli chodzi o mnie, to bez wątpienia wpisuje się do tej grupy. Nie lubię powrotów do rzeczywistości, zdecydowanie wolę ten beztroski stan, kiedy nie muszę myśleć o niczym, a jedyną rzeczą, którą się martwię jest limit minut na moim koncie premium na jednej z tych stron, co za ‚lajki’ i udostępnienia możesz oglądać filmy prawie do woli. No ale właśnie..nic nie może przecież wiecznie trwać. Wraz z końcem stanu BEZtroski zaczyna się stan cholernej TROSKI, nerwów, nieprzespanych nocy i ciągłego udawania, że jest okej i że wcale nie przepłakałam całego wieczoru. 

Idę do szkoły z myślą, że ten rok będzie lepszy, że znajdę większą niż poprzednio chęć do nauki. Lubię sobie wmawiać różne rzeczy, bo chociaż przez chwilę czuje się lepiej. Często to robię. Dziś na przykład wmawiam sobie, że nic do Ciebie nie czuję i nie tęsknię, bo przecież znamy się za krótko. Wmawiam sobie, że dam radę jak wyjedziesz, bo przecież nie będę miała czasu, żeby myśleć o Tobie, Twoim cudownym uśmiechu, zapachu i  pięknych, brązowych  oczach. Wmawiam sobie, że to nie zależy ode mnie, że szczęście w końcu się do mnie uśmiechnie i poznam kogoś, kto będzie w stanie dać mi trochę miłości tutaj, teraz i już zawsze. 

Wrzesień, mój Czytelniku, jest toksyczny jak dym z papierosa w naszych płucach. Zaciągasz się, potem wydychasz, wydaje Ci się, że jego już nie ma, ale mylisz się, on na zawsze zostawia w Tobie ślad. 

Gwiazd (nie) naszych wina.

‚Dziś jedna z najpiękniejszych nocy w roku, tzw. spadające gwiazdy będzie można oglądać w całej Polsce już od godziny 21. To idealna okazja, by spędzić ten wieczór ze swoją drugą połówką’- taki artykuł przeczytałam ostatnio na jednym z portali internetowych, przesiąkniętych nowinkami z kraju. Tak, według mnie to super sprawa. Umawiasz się ze swoją ukochaną na wieczór,nie zdradzasz szczegółów, bo lubisz robić niespodzianki, a jeszcze bardziej lubisz jej uśmiech, gdy już zorientuje się co dla niej przygotowałaś. Robi to tak szczerze i niewinnie i to właśnie dzięki temu tak bardzo sfiksowałaś na jej punkcie. Wszystko dokładnie planujesz, lubisz mieć pod kontrolą to, co się dzieje, lubisz nad tym panować. Kupujesz wcześniej kilka róż i butelkę wina, nie chcesz jej upić, pragniesz tylko bardziej ją ośmielić, ona wtedy tak fajnie opowiada, słodko plącze jej się język, patrzysz na to i ukradkiem się uśmiechasz, uznajesz to za najsłodszą rzecz na świecie. Przygotowywujesz miejsce, znasz takie, kilka kilometrów od twojego mieszkania. Pasuje idealnie. Nikt wam nie będzie przeszkadzał, będziecie same. Wysyłasz do niej jeszcze smsa z prośbą o potwierdzenie przybycia, bo nie lubisz czuć się zawiedziona. Odpisuje, że będzie i bardzo kocha,  tryskasz szczęściem, już nie możesz się doczekać. 

I wiesz, mój Drogi Odbiorco, zapewne wtedy tak wyglądałby mój dzień, gdyby nie fakt, że moja druga połówka jest dopiero moją przyszłą drugą połówką, ale cii, pozwólmy jej pobyć jeszcze chwilę w nieświadomości. :)
Pozdrawiam tym razem gorąco ;)